: 01 kwie 2012, 21:46
Był sobie raz motyl, twojmotyl,
Bawił się alkoholem i zajadał trotyl,
Wybuchowe to stworzonko było,
Lecz się wnet trochę przebranżowiło,
Wybuchowość swoją, gdzieś pochowała,
I twoim metylem się wieczorem stała,
Skrzydła, uśmiechy, wkład w pracę niewielki,
Dało taką siłę, że rozwalało kroplą butelki,
I wszyscy pili ten szlachetny trunek,
A w nagrodę za łyczek, był metyli pocałunek,
Było w Sulejowie, nas na zlocie tylu,
co napiło się metylu...
Bawił się alkoholem i zajadał trotyl,
Wybuchowe to stworzonko było,
Lecz się wnet trochę przebranżowiło,
Wybuchowość swoją, gdzieś pochowała,
I twoim metylem się wieczorem stała,
Skrzydła, uśmiechy, wkład w pracę niewielki,
Dało taką siłę, że rozwalało kroplą butelki,
I wszyscy pili ten szlachetny trunek,
A w nagrodę za łyczek, był metyli pocałunek,
Było w Sulejowie, nas na zlocie tylu,
co napiło się metylu...