: 05 sty 2010, 21:06
Olonor, z całym szacunkiem, ale załóżcie sobie klub idiotów. Bo dzięki takim ludziom bardzo często cierpią prawowici użytkownicy dróg. Ten, co stracił prawo jazdy za jazdę po pijanemu, pewnie dalej tak jeździ, bo i tak już mu nie zabiorą...
Z tym zwracaniem pieniędzy i płaceniem za ewentualne zniszczenia. Teraz tak mówisz. Ale jakbyś się wypiął, to poszkodowanego czeka długa droga z dochodzeniem swoich praw. Co na pewno podniosło by mu ciśnienie, jeśli auto stało by unieruchomione.
Ja prawo jazdy robiłem jeszcze na maluchu. Z przerwą, bo inni kursanci rozbili tego maluch na... pieszym, co im wyskoczył zza autobusu i wskoczył na auto
Moje jazdy długodystansowe, to były jazdy drogą krajową między miastami. O wyjeździe na autostradę nikt nie myślał. No i czynności obsługowe auta (też punkt obowiązkowy szkolenia) - podjechaliśmy raz przedmuchać dyszę wolnych obrotów, bo się zapapruchała.
Kolega robił natomiast prawo jazdy tu, na miejscu w Holandii. Jazdy nową hondą civic, tą kosmiczną. Ale to i tak nic, bo ostatnio jechałem za Elką - Jaguarem. Tym najmniejszym, ale jednak. Szkolenie odbywa się w mieście i oczywiście po autostradach. Inaczej się nie da.
Co do jazdy Holendrów, to często mają wstręt do używania kierunkowskazów. A już zupełnie dziwnie przejeżdżają przez ronda (których tutaj sporo). Jak zjeżdżają od razu w prawo, to czasem im się zdarzy włączyć kierunkowskaz. Jak zjeżdżają drugim zjazdem, to najczęściej nie włączają kierunku, bo po co, skoro jadą "na wprost". A jak zjeżdżają trzecim zjazdem, to włączają LEWY kierunkowskaz. I teraz licz i patrz, gdzie on wjechał. Często też przelatują przez kilka pasów właściwie nie patrząc i nie sygnalizując.
Z innych ciekawych zwyczajów, to tabliczki z informacją o ograniczeniu prędkości są rozmieszczone co... 100 metrów. Na każdym słupku na autostradzie jest tabliczka z numerem drogi, odległością i ewentualnym ograniczeniem (jak go nie ma, to jest 120km/h). Niemniej jakościowo to jest całkowicie inny, dużo lepszy świat.
Z tym zwracaniem pieniędzy i płaceniem za ewentualne zniszczenia. Teraz tak mówisz. Ale jakbyś się wypiął, to poszkodowanego czeka długa droga z dochodzeniem swoich praw. Co na pewno podniosło by mu ciśnienie, jeśli auto stało by unieruchomione.
Ja prawo jazdy robiłem jeszcze na maluchu. Z przerwą, bo inni kursanci rozbili tego maluch na... pieszym, co im wyskoczył zza autobusu i wskoczył na auto
Moje jazdy długodystansowe, to były jazdy drogą krajową między miastami. O wyjeździe na autostradę nikt nie myślał. No i czynności obsługowe auta (też punkt obowiązkowy szkolenia) - podjechaliśmy raz przedmuchać dyszę wolnych obrotów, bo się zapapruchała.
Kolega robił natomiast prawo jazdy tu, na miejscu w Holandii. Jazdy nową hondą civic, tą kosmiczną. Ale to i tak nic, bo ostatnio jechałem za Elką - Jaguarem. Tym najmniejszym, ale jednak. Szkolenie odbywa się w mieście i oczywiście po autostradach. Inaczej się nie da.
Co do jazdy Holendrów, to często mają wstręt do używania kierunkowskazów. A już zupełnie dziwnie przejeżdżają przez ronda (których tutaj sporo). Jak zjeżdżają od razu w prawo, to czasem im się zdarzy włączyć kierunkowskaz. Jak zjeżdżają drugim zjazdem, to najczęściej nie włączają kierunku, bo po co, skoro jadą "na wprost". A jak zjeżdżają trzecim zjazdem, to włączają LEWY kierunkowskaz. I teraz licz i patrz, gdzie on wjechał. Często też przelatują przez kilka pasów właściwie nie patrząc i nie sygnalizując.
Z innych ciekawych zwyczajów, to tabliczki z informacją o ograniczeniu prędkości są rozmieszczone co... 100 metrów. Na każdym słupku na autostradzie jest tabliczka z numerem drogi, odległością i ewentualnym ograniczeniem (jak go nie ma, to jest 120km/h). Niemniej jakościowo to jest całkowicie inny, dużo lepszy świat.