Dlatego nasi fachowcy, ale ci prawdziwi, a nie ci, co im się wydaje, że są, są cenieni na zachodnich rynkach. Tutaj niestety są specjaliści od wkręcania śrubki w lewo i już w prawo potrafić nie będą. Poza tym, wszystkim tym "z zachodu", którzy wychowali się w dobrobycie brakuje zmysłu kreacji, pomysłowości i radzenia sobie z problemami. W Polsce, w epoce planowych braków, kiedy byliśmy zmuszeni tworzyć coś z niczego, wykształciliśmy w sobie umiejętność kreowania zadziwiających rozwiązań. Tutaj tego nie ma. Czasem bawi mnie, z jakimi problemami Holendrzy się borykają. Ja mam rozwiązanie w kilka minut, dla nich to nie do przejścia.
A wracając do aut. Podejrzewam, że większość właścicieli po prostu pozbywa się aut w jakiś komisach i mają to z grzywki. Teraz Niemcy dostaną jeszcze 2.5 tysiąca euro na zakup nowego. A używki biorą w swoje ręce turki, marokańcy i całe grupy wyspecjalizowanych śniadych "handlowców"(zdominowali handel używanymi pojazdami). W cudzysłowie, bo to raczej kombinatorzy i przekrętasy. A potem podpicowane autko trafia na wschodnie rynki.
A swoją drogą, to klienci wymusili na handlarzach niektóre posunięcia. Np cofanie liczników. Przyjęło się, że auto w takim a takim roczniku może mieć przejechane nie więcej niż tyle km. I jak ma więcej, to się nie sprzeda.
A remonty tu wyglądają tak: trzeba zrobić elektrykę, to przyjdzie elektryk, narysuje na ścianie linie i pójdzie sobie. Do tych linii przyjdzie murarz, który wykuje wzdłuż nich bruzdy. Potem, wróci elektryk, położy przewody i znowu pójdzie. A potem znów murarz, który pokryje to tynkiem.Ścisła specjalizacja. A polski elektryk zrobi to sam.
