Wschodnia granica
: 28 lut 2022, 22:45
Założyłem nowy temat by nie śmiecić.
Tak się złożyło że jestem na urlopie dwa tygodnie i nie bywam w pracy a to dobrze bo dziś byłem chwilę i ciężko jest a to dlatego że za drzwiami jest punkt recepcyjny w Lubyczy Królewskiej.
Płaczą dzieci, hałas i pełno ludzi.
Nie miałem czasu pisać wcześniej, w weekend organizowałem imprezę biegową i większość wolontariuszy była już na hali sportowej pomagać i na szczęście uczestnicy rozumieli brak rąk do pomocy.
Hala sportowa jest pełna różnych rzeczy, na tą chwile nie potrzeba nic dostarczać bo cała Europa wysyła transporty z sprzętem który szybko się kończy ale np. wode czy papier jest full natomiast może brakować karmy dla zwierząt, kremy do odparzeń skóry - dzieci za granicą nie mają zmienianych pampersów nawet dwa dni dlatego brakuje rzeczy które nam nie przychodzą do głowy od razu np. płyn do soczewek czy karma dla zwierząt albo mleko modyfikowane dla niemowląt alergicznych. Łatwiej jest kupić pampersy, papier toaletowy czy wodę.
Od wczoraj
Potrzebujemy wolontariuszy w namiocie w Hrebennym do sortowania ubrań i żywności, pomocy przy robieniu kanapek, o 10 rano nie było kawy, kupiłem 20 puszek 500g kawy i dostarczyłem im o 12 i już było tego ok 40 sztuk, wieczorem znowu nie było wcale.
Pomagają wszyscy, często jest dezorganizacja bo każdy chce pod granice i pomóc, zabierają ludzi do siebie a uchodźcy muszą sie zarejestrować w punkcie, bez tego są nielegalnie.
pierwsze dni było dużo z PL ludzi którzy chcieli pomóc, zabierali ludzi do Wawy, Poznania czy Wrocławia zupełnie za free. Teraz już to się zmniejszyło i przyjeżdżają autokary za free i zabierają do większych miast.
Do Lubyczy właściwie alko lokalni albo obce tablice jadą zabrać swoją rodzinę która przekroczyła granicę więc 90% aut to nawet z finlandii przyjechali.
Ludzie chcą pomagać ale nie wiedzą gdzie i co wysyłać i np. koce z UK chcieli wieźć - nie ma potrzeby bo ich nam brakuje ale nie tak dużo i można za grosze kupić na miejscu.
W tej chwili pojawia sie tak 1/3 to uchodźcy z innych krajów czyli ci co w Białorusi forsowali płoty, niestety.
Wczoraj kilku żądało by im znaleźć transport do Berlina, nie chcieli do Warszawy czy Wrocławia- Berlin i już.
Polacy niestety dostarczają ubrania które są brudne lub zniszczone - na to jestem uczulony bo wożąc od kilku lat dary do Ukrainy często zdarzało nam się że ktoś robił sobie porządki w szafie, tamtego roku w ogóle już nie woziliśmy bo więcej czasu nam zajmowało sortowanie i utylizacja jak sama pomoc.
Aktualnie-
Organizuję środki kosmetyczne i higieniczne które pojadą do Ukrainy. Nie mogę niestety sam pojechać ale udałe mi sie załatwić przerzucenie w małych ilościach przez granicę do oczekujących matek i dzieci środków higienicznych np. pampersy, koce, kremy do odparzeń.
Zbieramy też rzeczy medyczne które będą potrzebne w Ukrainie dla osób tam żyjących min. żołnierzy. To zostanie przetransportowane busami w odpowiednim momencie.
Trochę chaotycznie piszę ale mam nadzieję że zrozumieliście, pytajcie.
Tak się złożyło że jestem na urlopie dwa tygodnie i nie bywam w pracy a to dobrze bo dziś byłem chwilę i ciężko jest a to dlatego że za drzwiami jest punkt recepcyjny w Lubyczy Królewskiej.
Płaczą dzieci, hałas i pełno ludzi.
Nie miałem czasu pisać wcześniej, w weekend organizowałem imprezę biegową i większość wolontariuszy była już na hali sportowej pomagać i na szczęście uczestnicy rozumieli brak rąk do pomocy.
Hala sportowa jest pełna różnych rzeczy, na tą chwile nie potrzeba nic dostarczać bo cała Europa wysyła transporty z sprzętem który szybko się kończy ale np. wode czy papier jest full natomiast może brakować karmy dla zwierząt, kremy do odparzeń skóry - dzieci za granicą nie mają zmienianych pampersów nawet dwa dni dlatego brakuje rzeczy które nam nie przychodzą do głowy od razu np. płyn do soczewek czy karma dla zwierząt albo mleko modyfikowane dla niemowląt alergicznych. Łatwiej jest kupić pampersy, papier toaletowy czy wodę.
Od wczoraj
Potrzebujemy wolontariuszy w namiocie w Hrebennym do sortowania ubrań i żywności, pomocy przy robieniu kanapek, o 10 rano nie było kawy, kupiłem 20 puszek 500g kawy i dostarczyłem im o 12 i już było tego ok 40 sztuk, wieczorem znowu nie było wcale.
Pomagają wszyscy, często jest dezorganizacja bo każdy chce pod granice i pomóc, zabierają ludzi do siebie a uchodźcy muszą sie zarejestrować w punkcie, bez tego są nielegalnie.
pierwsze dni było dużo z PL ludzi którzy chcieli pomóc, zabierali ludzi do Wawy, Poznania czy Wrocławia zupełnie za free. Teraz już to się zmniejszyło i przyjeżdżają autokary za free i zabierają do większych miast.
Do Lubyczy właściwie alko lokalni albo obce tablice jadą zabrać swoją rodzinę która przekroczyła granicę więc 90% aut to nawet z finlandii przyjechali.
Ludzie chcą pomagać ale nie wiedzą gdzie i co wysyłać i np. koce z UK chcieli wieźć - nie ma potrzeby bo ich nam brakuje ale nie tak dużo i można za grosze kupić na miejscu.
W tej chwili pojawia sie tak 1/3 to uchodźcy z innych krajów czyli ci co w Białorusi forsowali płoty, niestety.
Wczoraj kilku żądało by im znaleźć transport do Berlina, nie chcieli do Warszawy czy Wrocławia- Berlin i już.
Polacy niestety dostarczają ubrania które są brudne lub zniszczone - na to jestem uczulony bo wożąc od kilku lat dary do Ukrainy często zdarzało nam się że ktoś robił sobie porządki w szafie, tamtego roku w ogóle już nie woziliśmy bo więcej czasu nam zajmowało sortowanie i utylizacja jak sama pomoc.
Aktualnie-
Organizuję środki kosmetyczne i higieniczne które pojadą do Ukrainy. Nie mogę niestety sam pojechać ale udałe mi sie załatwić przerzucenie w małych ilościach przez granicę do oczekujących matek i dzieci środków higienicznych np. pampersy, koce, kremy do odparzeń.
Zbieramy też rzeczy medyczne które będą potrzebne w Ukrainie dla osób tam żyjących min. żołnierzy. To zostanie przetransportowane busami w odpowiednim momencie.
Trochę chaotycznie piszę ale mam nadzieję że zrozumieliście, pytajcie.