No to ja swoim escortem byłem najdalej hm.... Najpierw Żabolem w Dzierżoniowie (dolnośląskie - 250km w jedną stronę). Tam padło mi łożysko w kole przednim i skończyło się to wymianą całej piasty u wujka mojej lubej na podwórku

A no i oczywiście za każdym prawie razem odpalałem z kabla na linii wtyczka przy aku - do +. Ale wróciłem zadowolony z żabci. Jakieś może pare miesięcy później pojechałem Cabrio w tamte strony. Wszystko było pięknie i ładnie. Na miejscu pojechaliśmy do czech na wycieczkę... Jedyne co mi przeszkadzało to gleba -65

Ale jak wróciłem to ostatnie pare km sobie pofolgowałem i wywalił mi korek od oleju (odma się zatkała bo założylem na nią filterek), wychlapując jakieś 0,25L... To był chyba początek powolnego końca RQB
A wogóle escortem (nie moim) to już opowiadam. Kuzyn zakupił pare lat temu Escorta mk5 Cabrio 1.6EFI no i pojechałem z nim i jego żona na parodniową wycieczkę objazdową. Wyjechaliśmy odemnie o 23, rano w Austrii się przespaliśmy 45 minut i uderzyliśmy w kierunku włoch. Popołudniu byliśmy w Wenecji. Połaziliśmy do wieczora i udaliśmy się w drogę powrotną przez Dolomity. W górach gdzieś na parkingu spanko i jazda po górskich drogach - widoki dosłownie przepiękne, zwłaszcza że jechaliśmy z otwartym dachem

Cały dzień jazdy, kolejny nocleg. Potem Glossglockner Hochalpenstrasse - najwyższa droga widokowa w Europie, pod lodowiec Pasterze w Austrii. No i tam spotkała nas przygoda... Około południa postawiliśmy escorta na parkignu i poszlismy pooglądać, zjeść na lodowiec, odwiedzić punkty widokowe etc. Za kilka godzin udaliśmy się na parking. Złożyliśmy dach, odpaliliśmy escorta, ruszyliśmy z miejsca parkingowego i.... zgasł. Lekko z górki było. Ale odpalił na pare sekund z kluczyka i zgasł. Popych nic nie dał.... Padł na nas blady strach. Nie znaliśmy niemieckiego, nie wiadomo co robić bo to niedostępna górska droga - holować by się nie dało, pomoc drogowa ciężko a i bardzo kosztownie napewno... No ale zaczęło się kombinowanie. Wujek mechanik z polski telefonicznie poradził aby przejrzeć bezpieczniki i przekaźniki szukając tych od pompy. Kuzyn oczywiście popalił kilka ale to trudno

Nie powiodło się. Ale doszliśmy do wniosku że pompa paliwa nie działa. Sprobowaliśmy ją podpiąć na krótko jakimś marnym kabelkiem z ruskiej latarki do żaróweczki od podświetlenia kabiny. Zadziałała ale bezpiecznik się przepalił... A my nie mieliśmy dłuższego kabla żeby się podpiąć gdzie indziej.. Wtedy naszym oczom ukazała się stróżówka na parkingu i wielka antena obok niej

Poszliśmy tam i okazało się że w środku nie ma nikogo i (byliśmy zmuszeni do tego) ucięliśmy kabel od anteny i połączyliśmy nim pompkę do tylnich świateł

No i na takim mostku przejechaliśmy te ponad 1000km do Polski
