To może i ja się wypowiem, bo mam ten tamat za sobą (będzie ze dwa tygodnie

)
U mnie wyglądała sprawa tak, że już dawno temu sobie tak luźno gadaliśmy o takim cudeńku, jak pierścionek zaręczynowy. Tzn w czasach, kiedy jeszcze się poznawaliśmy

Taka luźna gadka. Potem byliśmy u jubilera, bo chciała sobie błyskotki pooglądać i tak rzuciłem mimochodem - a wiesz w ogóle jaki masz rozmiar tego palca?? Na co ona pierwsze co, to do Pani sprzedawczyni, że by chciała zmierzyć. No i wyszło szydło z worka, bo rozmiar 11
Jak już poznałem te szczegóły, to zacząłem chodzić po sklepach, szukać itd. Motyw był prosty: wzór prosty, delikatny, żadnych brylantów, co najwyżej cyrkonia. Jak już byłem bliski załamania, bo nie było niczego, co by można uznać za spełniające powyższe kryteria - wpadłem na genialny pomysł. Wziąłem kartkę, narysowałem kilka wzorów wybrałem ten, który mi się najbardziej podobał i zaniosłem do jubilera z pytaniem czy zrobi. Zrobi. No to się szarpnąłem i zrobiłem pierścionek na zamówienie.
I oczywiście nie żadna badziewna cyrkonia, tylko dwa małe diamenciki. Muszę przyznać, że moja lepsza połówka się baaaardzo mocno zdziwiła, jak znalazła pod choinką takie malutkie pudełeczko, a w środku niespodziankę
A do kompletu, jako całość prezentu świątecznego dostała jeszcze złoty łańcuszek z wisiorkiem w bardzo podobnym stylu również z diamentem. W sumie całość kosztowała tyle, co mój escort+ubezpieczenie OC na rok dla młodego kierowcy, ale uważam, że było warto
