Z tym zwracaniem pieniędzy i płaceniem za ewentualne zniszczenia. Teraz tak mówisz. Ale jakbyś się wypiął, to poszkodowanego czeka długa droga z dochodzeniem swoich praw. Co na pewno podniosło by mu ciśnienie, jeśli auto stało by unieruchomione.
Ja prawo jazdy robiłem jeszcze na maluchu. Z przerwą, bo inni kursanci rozbili tego maluch na... pieszym, co im wyskoczył zza autobusu i wskoczył na auto
Moje jazdy długodystansowe, to były jazdy drogą krajową między miastami. O wyjeździe na autostradę nikt nie myślał. No i czynności obsługowe auta (też punkt obowiązkowy szkolenia) - podjechaliśmy raz przedmuchać dyszę wolnych obrotów, bo się zapapruchała.
Kolega robił natomiast prawo jazdy tu, na miejscu w Holandii. Jazdy nową hondą civic, tą kosmiczną. Ale to i tak nic, bo ostatnio jechałem za Elką - Jaguarem. Tym najmniejszym, ale jednak. Szkolenie odbywa się w mieście i oczywiście po autostradach. Inaczej się nie da.
Co do jazdy Holendrów, to często mają wstręt do używania kierunkowskazów. A już zupełnie dziwnie przejeżdżają przez ronda (których tutaj sporo). Jak zjeżdżają od razu w prawo, to czasem im się zdarzy włączyć kierunkowskaz. Jak zjeżdżają drugim zjazdem, to najczęściej nie włączają kierunku, bo po co, skoro jadą "na wprost". A jak zjeżdżają trzecim zjazdem, to włączają LEWY kierunkowskaz. I teraz licz i patrz, gdzie on wjechał. Często też przelatują przez kilka pasów właściwie nie patrząc i nie sygnalizując.
Z innych ciekawych zwyczajów, to tabliczki z informacją o ograniczeniu prędkości są rozmieszczone co... 100 metrów. Na każdym słupku na autostradzie jest tabliczka z numerem drogi, odległością i ewentualnym ograniczeniem (jak go nie ma, to jest 120km/h). Niemniej jakościowo to jest całkowicie inny, dużo lepszy świat.