Dziś otwieram maskę(aby dolać olej i sprawdzić płyny) patrzę a na silniku leży duża kupka filcu (jakiego pełno w samochodach->chyba do wytłumienia) z tym że pogryzionego i skłębionego, na początku nie wiedziałem w ogóle co to jest; stoję i myślę kur** co to jest i skąd się wzięło , raptem patrzę a tam centralnie na miejscu przedniego amorka siedzi mysz i oczywiście jeb**a szybko gdzieś uciekła. Posprzątałem i luzik myślę nie wróci(za bardzo się wystraszyła). Teraz idę zamykać garaż(trzymam tam też duży wór z karmą Chapi dla mojego psa), myślę otworzę maskę i zobaczę jak tam z lokatorką(byłem pewien,że już mam spokój) patrzę a tam na silniku w tym samym miejscu co kawałki filca, leżą dwa "chrupki" karmy. Mocno się wkur*** i rozłożyłem trutkę(nie wiem czy to dobry pomysł, ale nic lepszego do głowy mi nie przyszło).
Może ktoś miał do czynienia z takimi "lokatorami" i tu moje pytanie jak je "wyeksmitować"
PS: kota nie mam, a i tak trudno by go było pod machę upchnąć